- Nie umiem obchodzić się z dziećmi.

Resztę dnia spędziła na domyślaniu się ukrytego znaczenia jego słów, aż w końcu
- Santos? - Zamrugała jeszcze nieprzytomna, ale szybko się ocknęła. - Znowu przysnęłam, tak?
Kobieta uśmiechnęła się promiennie.
Zjechawszy na parter, skierowała się w stronę podwójnych szklanych drzwi. Stojący przy wyjściu ochroniarz zajęty był rozmową z recepcjonistką. Obydwoje zerknęli obojętnie na Hope i wrócili do błahej konwersacji.
zaprzątało im myśli.
zrobiłaś, i nawet nie zostałaś wezwana do przełożonej! - W głosie Liz narastał szloch, ból, gorycz.
- Muszę.
- Tak. Przykazała, że natychmiast mam ją powiadomić.
- Dlaczego ty nie masz żadnych przyjaciół, Lily? Nikt cię nie odwiedza, nikt nie dzwoni. Jeśli już gdzieś wychodzisz, to albo do kościoła, albo po zakupy. Dlaczego?
- Słucham. Wiem, że gdyby Diana żyła, dziś bylibyśmy rozwiedzeni. Nie chcę po raz drugi popełnić tego samego błędu - przyznał.
zdążyła zapukać.
sobie zażyczysz. Prosiłbym, żebyś wyjechała, zanim Rose wstanie, bo nie chcę słuchać jej
Musiała się gdzieś ukryć do czasu aresztowania Faradaya, lecz nie mogła zostać u Bryce'a właśnie dlatego, że tak bardzo go pragnęła.
Santos szybko wymienił spojrzenie z

rośliny tatusiowie? Tak samo jak ludzie.

Santosem.
Chlubą, pomyślała. Dziecko będzie jej Glorią.
Jednak niedługo Lily zabraknie. Choćby najtroskliwiej się nią opiekował, choćby czuwał nad nią dzień i noc - odejdzie.

na pięcie.

wszystko, co trzeba -rzekła z uśmiechem. -
dębowe drzwi do prywatnej jadalni, w której rodzina spotykała
Tam jest bardzo drogo.

nadzieję.

- Tak. Wspaniale. Po prostu cudownie.
Sin potrząsnął głową.
jednak przesiadywała w starej części pałacu.